System rowerów publicznych w Tuluzie – Tomasz Ceranek

14 grudnia 2011 Artykuły

Jakiś czas temu zastanawialiśmy się „Po co nam rowery miejskie?”. Zadaliśmy według nas ważne pytania, na które urzędnicy powinni odpowiedzieć, zanim system powstanie w Poznaniu. Tymczasem nasz czytelnik, Poznaniak, mieszkający obecnie we Francji, przesłał bardzo ciekawy tekst na temat systemu rowerów publicznych w Tuluzie. Zapraszamy do lektury!

Pierwszym środkiem transportu jakim zainteresowałem się po moim przyjeździe do nowego miasta było oczywiście metro. Choć niewielkie – tylko dwie krzyżujące się linie, to sprawne, pozwala mi na dotarcie w każde miejsce, które może mnie interesować. Za tę usługę, którą dopełnia sieć autobusów płacę tyle samo co za nasz poznański bilet sieciowy. Relatywnie jest więc tutaj taniej. Mimo tej wygody szybko rzuciła mi się w oczy mnogość stanowisk z rowerami. Niedługo potem miałem już ulotkę, na której znajdował się formularz i lista wymaganych dokumentów. Wśród nich był wymieniony czek na pokrycie kaucji i wyrobienie karty. Jako, że największą przeszkodą było to, że nie posiadałem jeszcze książeczki czekowej odstawiłem kwestię rowerów przynajmniej na dwa tygodnie.

Tuluza jest bardzo podobna do Poznania. Oczywiście takie stwierdzenie bardzo łatwo obalić, jednak właśnie tak jest kiedy pewne kwestie staną się istotne. Przede wszystkim ma mniej więcej te same rozmiary i tę samą liczbę mieszkańców. Pomyślałem więc, że opisanie tego jak tutaj działa miejski system rowerowy może być interesujące, tym bardziej, że czytam od czasu do czasu, iż w Poznaniu system taki powstaje.

To jest genialne. Dużo lepsze niż samochód i szybkie – usłyszałem w reakcji na odsunięcie się od automatu i zachętę by zabrać rower, bo ja się tylko orientuję. Pani sprawnie wybrała rower i mijając serwisanta, który akurat sprawdzał powietrze w oponach wyciągnęła ten, który sobie wcześniej upatrzyła. Przyglądnąłem się jeszcze tylko cenom. Za wykupienie biletu na 24 godziny płaci się 1,20€ a na tydzień 5€. Jeśli ktoś nie jest turystą i planuje korzystać z sytemu częściej, to jest to już sporo. Dużo lepiej było dla mnie czekać, aż będę mógł wykupić abonament, bo za miesiąc płaci się już tylko 10€ a za rok 25€. Cały czas jednak czekałem na możliwość wystawienia czeku i tylko jeszcze zdążyłem się zorientować, że za rower płacić można tylko kartą. To po to, by ewentualnie ściągnąć kaucję za zniszczony rower z rachunku.

Takie zabezpieczenie służy jeszcze jednej rzeczy i chodzi tu o pobieranie należności za przekroczenie limitu czasowego. Kara zależna jest od tego jaki bilet, czy też abonament się kupiło i jak bardzo przekroczy się limit. Jednak żeby tak się stało ktoś musi być bardzo wygodny i nie odstawić roweru na miejsce, tylko go np. przyczepić do barierki. Z roweru można korzystać do 30 min. Nie ma jednak przeszkód, by rower odstawić na jakiś postój i zaraz wziąć go na nowo. Wniosek jest taki, że służy to tylko temu, by nie odstawiano rowerów byle gdzie, albo ich nie przetrzymywano w domu, co bez tego byłoby możliwe.

Zachęcony wstępnym rozpoznaniem, poszukałem tego samego dnia strony internetowej przedsiębiorstwa, które system obsługuje. Okazało się, że można kupić abonament również tam a płacąc kartą pozbywam się problemów z czekiem. Dodatkowym udogodnieniem jest to, że posiadacze karty metra mogą z niej korzystać i abonament roczny jest wtedy tańszy – kosztuje 20€. W kilka minut kupiłem to co mnie interesowało, ustaliłem pin dla swojej karty i już następnego dnia mogłem korzystać z roweru. Wystarczyło tylko przy użyciu podanego kodu skojarzyć w automacie mnie jako posiadacza abonamentu z moją kartą na metro.

Nie muszę chyba przekonywać tego kto dobrnął do tego momentu, że sama jazda na rowerze jest przyjemna. Jednak wszystko było jeszcze doskonalsze, bo oto do dyspozycji miałem wspaniały system dróg rowerowych. Znaczy to, że są one po prostu wszędzie. Okazuje się, że niewiele potrzeba i tam gdzie droga nie mogła przebiegać poza jezdnią namalowano odrębny pas dla rowerów. Jest on oczywiście węższy a przy tym wyraźnie wyróżniony zielonym kolorem na całej swojej powierzchni. Nie jest może to szczyt rozwiązań, które mają gwarantować bezpieczeństwo, ale już inaczej jechało się niż w Poznaniu, gdzie trzeba dzielić się przestrzenią z samochodami. Nie było też problemu by je minąć, bo nikt nie zastawiał drogi zatrzymując się przy samym krawężniku. Co jeszcze jest ciekawe? Francuzi, przynajmniej ci z tego regionu, niespecjalnie przestrzegają przepisów. Jeżdżą jednak bardzo ostrożnie, dość wolno i uważają na rowerzystów, nieraz nawet przepuszczając ich bez uzasadnienia. Bez problemu dojechałem na uniwersytet, który znajduje się w północnej części centrum, nie spiesząc się i mieszcząc się w wyznaczonym czasie. Jechałem z południa prawie z końca miasta. Przekładając na Poznań: doskonale można sobie to wyobrazić zakładając, że startowałem z wysokości jaką wyznacza okrąg opisany na poznańskich pętlach tramwajowych. Pani polecająca mi rowery miała rację – jest szybko. Trochę zwolnić musiałem w centrum, gdzie ruch samochodów jest bardzo ograniczony i jest dużo ludzi, na których trzeba uważać.

Jeśli chodzi o niezawodność, to z samymi rowerami nie ma problemu. Nikt ich bezmyślnie nie niszczy, widać, że są często serwisowane, bez problemu można je dostosować do własnego wzrostu a poza tym przeważnie można wybierać spośród kilku. Piszę przeważnie, bo raz zdarzyło mi się, że stał tylko jeden z przebitą oponą.

Bywa, że dużo większym problemem jest dostępność rowerów. Wydaje mi się, że w miarę pojąłem reguły rządzące rozstawieniem rowerów, więc poza powyższym przypadkiem nie miałem z tym kłopotów. Słyszałem jednak opowieści o tym jak trzeba czasem szukać miejsca, gdzie można by odstawić rower. Ostatecznie jest to problem większy niż nieznalezienie roweru. W zależności od pory dnia ludzie oczywiście migrują w odpowiednich kierunkach. Dlatego wieczorem trudno jest znaleźć rower w centrum i odstawić go na peryferiach systemu. Zdarzyć się też może, że rano nie uda nam się wybrać na rowerze do miasta. Coś takiego jest nieuniknione. Wydaje się jednak, i tu pozwolę sobie po raz drugi trochę ocenić Poznań, że takie zjawisko bardzo niweluje duża liczba stacji z rowerami.

Stacja z najwyższym numerem to 253, dlatego zakładam, że tyle jest ich w prawie całym mieście (na obrzeżach nie ma rowerów). To powoduje, że ludzi, którzy mogą korzystać z systemu jest ogrom. Zwiększa to w sposób oczywisty prawdopodobieństwo korzystania z rowerów i w miarę szybką ich wymianę. To z kolei skutkuje tym, że równowaga zostaje utracona tylko w nazwijmy to krytycznych momentach. Obawiam się, że przy kilku stacjach będzie raczej na odwrót: to tylko w niektórych momentach wymiana będzie następowała płynnie. Pewności jednak nie mam a nadziei dodaje to, że jednak częściej z rowerów korzysta się przy krótkich dystansach. Również w centrum. Jeśli jednak jakaś stacja będzie w sposób oczywisty atrakcyjniejsza od pozostałych, to nasza wyprawa często może kończyć się powrotem do punktu wyjścia. Tutaj to jest nieprawdopodobne.

Takiemu zagrożeniu przeciwdziała możliwość sprawdzenia w Internecie ile na danej stacji jest stanowisk i na ilu z nich stoją rowery. Przynajmniej posiadacze Internetu w telefonach komórkowych nie muszą ryzykować wyprawą w ciemno.

Na koniec może tylko tyle, że tutejsza pogoda w sposób oczywisty sprzyja całorocznemu korzystaniu z jazdy na rowerze. Nawet teraz, w grudniu, jazda taka może być w pełni przyjemna. U nas tak już nie jest i ciekawe jak zima będzie wpływać na działanie systemu w Poznaniu. Na to trzeba jednak zaczekać, bo tutaj o tym się nie przekonam.

| Tomasz Ceranek |