Oscar Montiel – „Camino, Haz Ciudad” / Meksyk

24 stycznia 2013 Rozmowy

CHC1

Rozmową z Oscarem Montielem, reprezentującym meksykański kolektyw „Camino, Haz Ciudad” (w wolnym tłumaczeniu: „Spaceruj, Twórz Miasto”), rozpoczynamy cykl wywiadów na temat idei miasta i działań aktywizujących obywateli. Mamy nadzieję, iż nasze rozmowy będą okazją do konstruktywnej i inspirującej dyskusji na temat życia w mieście.

UP: “Camina, Haz Ciudad”, to kolektyw działający na terenie stolicy Meksyku. Jaka idea kryje się za Waszą nieco enigmatyczną nazwą?

OM: Nazwa kolektywu to nawiązanie do wpływu naszych działań na kształtowanie miasta, w którym żyjemy. Wyznajmeny prostą zasadę, iż to mieszkańcy powinni tworzyć miasto. Niestety jednak, od jakiegoś czasu, z małymi wyjątkami, miasta planuje się zgodnie z zasadami wyznaczanymi przez ruch samochodowy. Obecny stan rzeczy jest dla nas niewątpliwym wyzwaniem. Naszym głównym założeniem jest więc taka reorganizacja miasta, by stało się ono przyjazne dla pieszych. Jest to o tyle ważne, iż w mieście zdominowanym przez samochody, jakim jest Meksyk, aż 80% mieszkańców porusza się pieszo.

UP: Meksyk to olbrzymia aglomeracja, w której żyje ponad 20 milionów ludzi. Jak sam powiedziałeś miasto zdominowane jest przez ruch samochodowy. Jakie w takim razie trudności napotykają codziennie piesi?

OM: Problem polega przede wszystkim na małej ilości przestrzeni miejskich przeznaczonych wyłącznie dla pieszych. Co więcej, te które już istnieją bardzo często naruszane są przez samochody.

UP: Jakie konsekwencje niesie za sobą niewystarczająca ilość przestrzeni dla pieszych?

OM: Niestety w Meksyku doszliśmy do momentu, w którym większość mieszkańców przyzwyczaiła się do obecnej sytuacji. Mimo piętrzących się utrudnień ludzie i tak muszą poruszać się pieszo, albo dlatego iż nie stać ich na samochód, albo ze względu na to iż poruszanie się samochodem w wielu przypadkach zabiera znacznie więcej czasu.

UP: Mimo bezradności większości mieszkańców staracie się walczyć o prawa pieszych. W jaki sposób?

OM: Angażowanie ludzi w Meksyku nie należy do łatwych zadań. Stawiamy więc przede wszystkim na dynamiczne i natychmiastowe działania, które niosą za sobą łatwo zauważalne rezultaty. Sami malujemy przejścia dla pieszych czy drogi rowerowe. Tego typu działania są znaccznie bardziej skuteczne.

UP: Jak w takim razie reagują na Wasze inicjatywy władze miasta? Jakie są Wasze relacje z nimi?

OM: Nasza relacja z władzą jest skomplikowana. Poprzednia administracja była jawnie przeciwko naszym działaniom. Nie podobały im się nasze pomysły i to jak postrzegamy miasto. To zabawne, bowiem z jednej strony tworzyli nowe deptaki, a z drugiej zwężali chodniki by stworzyć więcej przestrzeni dla samochodów. Obecnie jest kilku polityków, którzy próbują nawiązać z nami współpracę, ale są to niestety działania raczej pozorne.

UP: Na bazie Waszych doświadczeń, jakich rad udzielilibyście lokalnym inicjatywom podobnym do Waszej, ale znajdującym się na drugim końcu świata, na przykład w Polsce?

OM: Przede wszystkim: nieważne czy inicjatywa składa się z jednej czy z dziesięciu osób, najważniejsze, że mają one wspólną wizję miasta i razem dążą do jej zrealizowania. To właśnie te oddolne, wydawałoby się mało ważne działania mają realny wpływ na kształtowanie się wspólnoty.

Po drugie, niezwykle ważna jest znajomość prawa i rozeznanie wśród narzędzi, które pozwolą na wprowadzanie zmian. Będąc świadomym swoich praw łatwiej bronić się przed działaniami władz, które niewiedzę obywateli często wykorzystują na własną korzyść.