Nie spisujmy Starego Rynku na straty! – Paweł Głogowski

6 listopada 2012 Artykuły

Stary Rynek był w czasach mojego dzieciństwa tym, czym dla większości moich kolegów i koleżanek były place zabaw i pobliskie parki. Był moim codziennym krajobrazem, który podziwiałem każdego ranka idąc na przystanek autobusowy. Był moim fyrtlem, a zarazem częścią mojego domu.

Odkąd pamiętam, mój stosunek do niego był w związku z tym inny, niż znajomych mi osób mieszkających poza ścisłym centrum Poznania. Nigdy nie traktowałem tego miejsca jako jednego z celów wyprawy „do miasta”. Zamiast podziwiać koziołki, spoglądałem z zaciekawieniem na tych, którzy ze skierowanymi w niebo głowami wypatrywali symbolu Poznania. Stary Rynek był po prostu moim najbliższym sąsiadem. Moim naturalnym środowiskiem, a także częścią mnie.

Nigdy nie czułem się jednak z tym źle. Pojawiające się czasami wyrazy współczucia traktowałem raczej z przymrużeniem oka. Zazwyczaj wręcz przeciwnie, czułem się dumny, że mieszkam w miejscu tak ważnym dla naszego miasta. To w końcu, po części, on i jego „miejskość” sprawiły, że dziś tak bardzo zależy mi na Poznaniu.

Tym bardziej boli i smuci mnie fakt, iż Rynek z miesiąca na miesiąc staje się coraz większym zagłębiem prowincjonalizmu, chamstwa, pijaństwa i brudu, które nie dość, że odpychają poznaniaków chcących odwiedzić, wydawałoby się, najbardziej kulturalną okolicę w mieście, to co więcej, nie dają spokojnie żyć tym którzy wokół i na Starym Rynku mieszkają.

Od jakiegoś czasu nurtuje mnie więc pytanie – dlaczego tak się stało? Dlaczego Stary Rynek i jego okolice zostały zdominowane przez tandetę, pstrokaciznę, wandalizm i głupotę? Dlaczego wizytówka miasta nie tętni życiem kulturalnym? Dlaczego nie jest miejscem spotkań w dobrych restauracjach i kawiarniach, czy po prostu na ławce przed Ratuszem?

Powód znajduję jeden. Stary Rynek i jego okolice zostały zdominowane przez określoną grupę ludzi, która ma w głębokim poważaniu wspólną przestrzeń i jakość naszego miasta. Dlaczego jednak do tego doszło?

Po pierwsze, poprzez brak zaangażowania władz miasta w kształtowanie i kontrolowanie jakości ścisłego centrum Poznania. Staremu Miastu potrzebne są deptaki (rzeczywiste, a nie pozorne), mała architektura, zieleń oraz dbałość o estetykę przestrzeni miejskiej. Tymczasem Stary Rynek i jego okolice zostały pozostawione samym sobie i zdominowane przez natarczywe środowiska, które bez zgody mieszkańców, a często niezgodnie z prawem, przejęły kilmat określający, wydawało by się, wizytówkę naszego miasta.

Po drugie, kultura na Rynku ograniczyła się do sezonowych imprez, które gromadzą ludzi zaledwie na kilka weekendów, przede wszystkim w okresie letnim. Nie istnieje na Starym Rynku magnez kulturalny, który na stałe przyciągałby poznaniaków. Zaryzykowałbym dziś stwierdzenie, iż okolice Ratusza są bardziej wymarłym kulturowo miejscem niż Plac Wolności.

Po trzecie, Stary Rynek i Stare Miasto straciły swój handlowy charakter. Wysokie czynsze na które stać wyłącznie banki i duże firmy sieciowe wypychają lokalnych przedsiębiorców. Obecnie wygodniej i łatwiej odwiedzić pobliski dom handlowy, niż przejść się po Św. Marcinie, czy Garbarach z zamiarem zrobienia zakupów. To z kolei powoduje coraz mniejsze zainteresowanie Starym Miastem.

Co więc zrobić, by „odzyskać” nasz Rynek? Jakie kroki musi podjąć miasto, ale i my, jego mieszkańcy, byśmy czuli się bezpiecznie i komfortowo w centrum Poznania?

Rozwiązanie jest jedno. Przede wszystkim, musimy sprawić by wyżej wspomniana przeze mnie grupa ludzi zaczęła szanować Stary Rynek i jego okolice. Doprowadźmy do sytuacji, w której ich wybryki będą czymś nienormalnym i nieakceptowalnym społecznie. Niech Stary Rynek przestanie być dla nich miejscem dzikich imprez.

Jak to uczynić?

Po pierwsze, Stary Rynek potrzebuje ciekawego, skierowanego do szerokiej publiczności planu wydarzeń kulturalnych, który przyciągnie poznaniaków i sprawi, że pijane hordy będą czuć się tam nieswojo. Trzymajmy więc kciuki za Estradę Poznańską, która niedawno przejęła zarząd nad Rynkiem. Miejmy nadzieję, że dzięki swego rodzaju gospodarzowi Stary Rynek stanie się ważnym punktem na kulturalnej mapie Poznania.

Po drugie, władze miasta muszą sprawić by poznaniacy czuli się komfortowo na Rynku. Jego okolice powinny być stopniowo zamykane dla samochodów, z jednoczesnym ustawianiem małej architektury i zieleni miejskiej. Niech przykład Wrocławskiej, którą zostawiono samej sobie, nie zniechęca nas do deptaków. To dzięki nim przestrzeń miejska staje się bardziej przyjazna i dostępna.

Po trzecie, Stare Miasto musi odzyskać swój handlowy charakter. Przestańmy godzić się na budowanie wielkich domów handlowych na obrzeżach miasta wysysających ludzi z centrum. Wspierajmy, to co lokalne.

Po czwarte, wzorem krakowskiego Starego Miasta, na obszarze naszego Rynku i jego okolic powstać musi jak najszybciej tzw. Park Kulturowy, który pozwoli na sprawne i szybkie egzekwowanie prawa w zakresie estetyki przestrzeni miejskiej. Poznański Stary Rynek musi zostać wreszcie uporządkowany!

W końcu, po piąte, od zaraz powinno zmienić się podejście Straży Miejskiej i policji do kwestii łamania prawa, zwłaszcza jeżeli chodzi o wandalizm, drobne kradzieże i pobicia. Mamy bowiem prawo, a zarazem obowiązek, wymagać od służb by równie wiele czasu i serca wkładali w wyłapywanie i karanie wandali oraz osób zakłócających spokój na Rynku, jak w przypadku organizowania łapanek na pieszych przechodzących na czerwonym świetle.

By Rynek rzeczywiście zmieniał się na lepsze, wszystkie wyżej wymienione działania muszą być wprowadzane w sposób systematyczny, wedle ściśle określonego planu i kalendarza. Nie dajmy się zadowolić pozornym tworzeniem deptaków, stawianiem kilku ławek na krzyż, czy krótką mobilizacją policji. Stary Rynek odzyska blask jeżeli władze miasta rzeczywiście poświęcą mu swoją uwagę.

Jak więc widać, istnieją różne drogi prowadzące do poprawy sytuacji, potrzebujemy jednak chęci i dobrej woli polityków oraz urzędników by nimi wspólnie pójść. I choć pierwsze tygodnie, a nawet miesiące mogą być dla nas, poznaniaków frustrujące, to proszę Was, nie spisujmy Starego Rynku na straty, przecież znaczy on dla nas tak wiele!

Paweł Głogowski – prezes stowarzyszenia Ulepsz Poznań

Zdjęcie: Flickr [cc:Milosz1]